Krytyka więziennego eksperymentu Philipa Zimbardo. Czy można wierzyć w efekt Lucyfera?
Redakcja Lumine

W 2018 roku na Philipa Zimbardo spadł deszcz krytyki podważający słuszność wniosków wyciągniętych przez badacza na podstawie eksperymentu stanfordzkiego. O co chodzi?

W świecie psychologii społecznej nie ma nikogo, kto nie słyszałby o eksperymencie Philipa Zimbardo. Zresztą jego więzienne badania wrosły także w kulturę i to nie tylko pod postacią książki "Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?", ale i pod licznymi pełnometrażowymi ekranizacjami jego eksperymentu (np. "Cicha furia"). W każdym razie, mimo ogromnej popularności, badanie Zimbardo nie doczekało się nigdy właściwej recenzji naukowej, a poprzez udostępnienie cyfrowych archiwów na Uniwersytecie Stanforda oraz pana Bena Bluma, życiowy dorobek profesora został postawiony w 2018 roku pod znakiem zapytania. I pomimo faktu, że eksperyment wspomniany jest pewnie w każdej książce do psychologii społecznej, dzisiaj zrzuca się mu, że z nauką miał wspólnego niewiele, a nie można odmówić mu stwarzania warunków koniecznych na poparcie wysnutej przez jego autora tezy.

Eksperyment stanfordzki - krytyka

Przypomnijmy, zdaniem Zimbardo, jego eksperyment więzienny z 1971 roku był "ćwiczeniem intelektualnym", w wyniku którego zaobserwowano (unikanie słowa "udowodniono" jest tutaj celowe) spontaniczną brutalizację i wiktymizację badanych. "Spontaniczna" oznacza tutaj zachowania wynikające z konkretnej sytuacji, w której znalazła się jednostka, a nie z jej cech charakteru i osobowości.

Zobacz: Hipokryzja - kim jest hipokryta i jak go poznać?

Zacznijmy od tego, jak udostępnione nagrania podważają słuszność wysnutych przez Zimbardo wniosków. Przede wszystkim, badacz wraz ze swoim asystentem, Davidem Jaffem, mieli nakłaniać "strażników" do określonego zachowania, określonego jako atrybut "twardego strażnika".

eksperyment więzienny krytyka

Kolejna sprawa, to student, o którym pisaliśmy we wcześniejszym artykule. Ten sam więzień, który trzeciego dnia badania popadł w psychozę, miał udawać. Douglas Korpi, bo o nim mowa, sam przyznał się do manipulacji. Wyznał, że jako student marzący o studiach doktoranckich, był pewien, że udział w eksperymencie pozwoli mu na naukę, bowiem więzienie brzmiało jak miejsce, w którym będzie mógł skupić się na czytaniu książek. Jednak, gdy mu ich nie dostarczono, chciał się jakoś ewakuować.

W tym momencie wkracza przypominający reguły eksperymentu Zimbardo. Jego zdaniem, badany nie zastosował się do procedur, które jasno mówiły, że osoba, która chce przerwać badania, ma wypowiedzieć konkretne zdanie - "I quit the experiment". Ono z kolei nie padło z ust Korpiego.

Kolejna sprawa. Dave Eshelman, jeden z najbardziej brutalnych uczestników eksperymentu, który dostał pseudonim John Wayne,  miał uczyć się gry aktorskiej, a udział w badaniu Zimbardo traktował po prostu jak warsztaty szlifujące jego talent.

Zobacz: Dlaczego kłamiemy? Jak rozpoznać kłamstwo?

eksperyment stanfordzki kontrowersje

Powołajmy się jeszcze na tego, który przeciwko Zimbardo wytoczył te ciężkie działa. Ben Blum, doktor nauk informatycznych, w 2017 wydał swoją debiutancką książkę "Ranger Games", w której opisuje swojego kuzyna Alexa Bluma, żołnierza amerykańskich "Rangers" napadającego na bank. Broniąca jego dobrej duszy rodzina zgłosiła się do Zimbardo jako eksperta, który mógł pomóc w batalii sądowej - bo nie zapominajmy o tym, że wyniki jego eksperymentu przyczyniły się do tego, że adwokaci bronili sprawców przestępstw okolicznościami, które pchnęły ich w ramiona zła.

Mimo że Zimbardo został bohaterem w rodzinie Blumów, Ben zaczął bliżej przyglądać się jego eksperymentowi i uznał, że jest on szkodliwy moralnie i usprawiedliwia agresję oraz przestępstwa. W jego książce pojawiają się zarzuty pod adresem Phillipa, jak celowe nawoływanie strażników do agresji, narzucanie kłamliwej narracji o eksperymencie i zorganizowanie go w ramach niejasnych procedur, aż w końcu bezpodstawne przypisywanie wartości naukowej wysnutym przez siebie wnioskom. Blum powołuje się również na wspomnianą aktorską grę uczestników.

philip zimnardo krytyka

Podsumowując, krytycy Zimbardo zrzucają mu, że jego eksperyment to nic innego jak usprawiedliwianie i banalizowanie zła. Z kolei badacz broni się, że chciał jedynie udowodnić, że zachowanie człowieka nie zawsze jest determinowane przez jego osobowość. Uczony wytyka też Blumowi, że ten powołuje się na nierzetelne źródła. Spór do dzisiaj postaje nierozwiązany, a pytanie o to, czy "Efekt Lucyfera" istnieje, czy jest storytellingiem potwierdzającym postawioną przez profesora Zimbardo tezę, wciąż nie doczekało się jednoznacznej odpowiedzi. Niemniej jednak ze względu na popularność eksperymentu stanfrodzkiego oraz szum, który powstał wokół jego krytyki, warto bliżej poznać temat i stać się pełnoprawnym uczestnikiem tej dyskusji.


Zdjęcia:

Photo by Emiliano Bar on Unsplash

Photo by Hédi Benyounes on Unsplash

Photo by kyryll ushakov on Unsplash

Photo by Grant Durr on Unsplash

Photo by Ashley Ross on Unsplash


Zobacz również:

Dlaczego dobry człowiek robi złe rzeczy, czyli Efekt Lucyfera i eksperyment doktora Zimbardo

Eksperyment Philipa Zimbardo z 1971 roku do dzisiaj pozostaje jednym z głośniejszych badań w psychologii społecznej. Na czym dokładnie polegał i jakie można wysnuć z niego wnioski?

Czytaj więcej

Krytyka więziennego eksperymentu Philipa Zimbardo. Czy można wierzyć w efekt Lucyfera?

W 2018 roku na Philipa Zimbardo spadł deszcz krytyki podważający słuszność wniosków wyciągniętych przez badacza na podstawie eksperymentu stanfordzkiego. O co chodzi?

Czytaj więcej